Mikroalgi

powrót

Wiedza

Od dawien dawna ludzkość wydawała na świat śmiałków, którzy mieli doścignąć niedoścignięte, zdobyć niezdobyte, pokonać niepokonane. Bohaterowie pchani wewnętrznym instynktem lub też kierujący się wyższym celem wyruszali na poszukiwania a to świętego Graala, a to Arki Przymierza lub przynajmniej jakiegoś tam smoka, by w ramach rekompensaty móc sobie szabelką powywijać przed nosem gada (znalezienie pocieszenia w rękach księżniczki tudzież połowa królestwa w try miga niosły ze sobą zapomnienie bardziej ambitnych tułaczek). Lecz wytrwali, nie oglądając się na szlochy białogłowy, szli dalej w poszukiwaniu ww. rzeczy, tudzież cudownego panaceum na trapiące ludzkość bolączki. Przemierzając wzdłuż i wszerz lądy, zdobywając zamki (plądrując przy okazji okoliczne wioski), zapuszczając się w najgłębsze dżungle, przecierając niezdobyte łańcuchy górskie, dotarli wreszcie nad oceany, gdzie zamieniwszy konia na sprzęt do nurkowania w głębinach morskich, znaleźli coś, co mogło choć trochę spełnić pokładane w nich przez ludzkość nadzieje – mikroalgi.
Biotechnologia
Mikroalgi

Ni pies, ni wydra

To paradoks, że w dobie rozwoju technologicznego i najbardziej wymyślnych metod produkcji leków osoby zajmujące się zdrowiem (głównie lekarze z Japonii, ale też łaknący nowinek rynek) skierowały się w stronę czegoś tak prymitywnego jak mikroalgi. Mikroalgi to jedne z najstarszych organizmów zamieszkujących naszą planetę – w ich kwasach nukleinowych (RNA i DNA) zaszyfrowane jest 600 milionów lat życia. Mikroalgi to mikroorganizmy, których nie można jednoznacznie przypisać ani do królestwa zwierząt, ani roślin, gdyż gładko stąpając po krawędzi gałęzi ewolucyjnej, zaliczają się po części do obu (wegetarianie pragnący żywić się mikroalgami mogą napotkać problem natury etycznej).

Kingsize dla każdego

Można się zastanowić, skąd takie zainteresowanie tymi mikroformami życia (u nas jeszcze na razie słynnych tylko w obiegu pantoflowym, natomiast na Zachodzie wystarczy przespacerować się po sklepach ze „zdrową żywnością” lub suplementami diety, by od ogromu ilości zawierających je preparatów na półkach zakręciło się w głowie). Okazuje się, że mimo niewielkich rozmiarów (mierzy się je w milionowych częściach metra) mikroalgi są bombą, jeśli chodzi o zawartość cennych dla zdrowia składników odżywczych. Zawierają całe bogactwo białka (znacznie więcej niż jakiekolwiek mięso – 55–68% białka na 100 g produktu), beta-karotenu (wymierzając policzek marchewce), kwasów omega-3 (niektórzy twierdzą, że to dzięki mikroalgom ryby są tak bogatym w omega-3 pożywieniem), GLA (kwasu gamma-linolenowego), żelaza (kilka-, a w przypadku chlorelli i sinicy dwudziestokrotnie więcej niż wątroba wołowa) oraz kwasów nukleinowych (RNA i DNA), które wspomagają odbudowę, wzrost i naprawę komórek. Jednak niepodzielnie w mikroalgach króluje chlorofil.

Chlorofilu moc

Żeby zrozumieć, jakie znaczenie ma chlorofil, należy przypomnieć sobie parę informacji z lekcji biologii. Chlorofil, zwany także „krwią roślin”, ma budowę podobną do hemoglobiny z tą różnicą, że w centrum znajduje się magnez, a nie żelazo (być może dlatego wykorzystuje się go przy leczeniu anemii). Działanie chlorofilu, któremu mikroalgi i rośliny zawdzięczają swój zielony kolor (im bardziej zielono, tym jest go więcej), można ogólnie podzielić na: oczyszczające (m.in. z bakterii, drożdży, grzybów, toksyn, pozostałości po lekach, próchnicy), przeciwzapalne (m.in. ból gardła, dziąseł, skóry, błony śluzowej jelita i żołądka, stawów, trzustki) i odnawiające (m.in. krew, tkanki, korzystną florę bakteryjną, funkcjonowanie wątroby, przeciwdziałające promieniowaniu). Prawdopodobnie to z powodu chlorofilu mikroalgi mają tak silne właściwości przeciwgrzybicze i przeciwbakteryjne jak żadna roślina czy zwierzę. Ponadto chlorofil obniża ciśnienie krwi, wzmacnia jelita, działa lekko moczopędnie i uspokaja zszargane nerwy. Warto przy tej okazji przyjrzeć się kilku mikroalgom, które są dostępne na rynku.

więcej w Cabines nr 54

Xenia Chudy
publikacje Cabines 54
do góry | powrót