Felieton plażowy Jak słońce podnosi samoocenę

powrót

Felieton

Na plaży fajnie jest. Każdy uśmiecha się do słońca i ochoczo zrzuca ubranie, żeby zażyć słonecznej (i nie tylko) kąpieli. Patrząc na to tłumne wystawianie wdzięków na widok publiczny, nikt by nie pomyślał, że już w styczniu na internetowych forach i w klubach fitness rozlegały się paniczne nawoływania do przygotowań do sezonu plażowego.
Muzyka relaksacyjna bez opłat ZAiKS

Co roku powtarza się ta sama historia (czy może raczej histeria), głównie wśród pań, ale panów też nie omija: zimowy przybytek wagi, który do maja (albo do czerwca, jak w tym roku) można ukrywać pod płaszczem i swetrem, robi się nagle nienawistny i wszelkimi sposobami staramy się go pozbyć. Zimowe misiaczki i pączuszki chcą się przeobrazić w gibkie tygrysy i rącze łanie. W kąt idą miłe wspomnienia o słodkich zimowych pocieszajkach, rozkosznych wieczorach z pizzą i grzanym winem. Lato ma swoje wymagania i te wymagania nie obejmują rozmiarów większych niż 38. Dla niektórych nawet taki jest niedopuszczalny, ale to już zakrawa na dysmorfofobię lub inne zaburzenia w postrzeganiu swojego wyglądu.

Wiadomo przecież, że znaleźć kobietę zadowoloną ze swojego ciała to jakby spotkać jednorożca. Podobny stopień prawdopodobieństwa. Co prawda wyniki badań pokazują, że odsetek ankietowanych osób deklarujących zadowolenie z wyglądu przekracza 70%, ale spośród tych samych osób aż jedna trzecia mówi o chęci zmiany czegoś w swoim wizerunku. Kobiety pytane o to, co najmniej lubią w swoim wyglądzie, najczęściej odpowiadają, że chciałyby zrzucić kilka kilogramów. Ba! To jedno z najczęstszych postanowień noworocznych. Sama też nie znam właściwie żadnej, która byłaby zadowolona całkowicie ze swojej figury, a im bliżej lata, tym częściej rozmowy schodzą na odchudzanie.

Swoją drogą, dla kosmetyczek i właścicieli gabinetów kosmetycznych jest to dobra wiadomość, ponieważ rośnie liczba osób planujących poddanie się zabiegom upiększającym albo już z nich korzystających. Wprawdzie na pierwszym miejscu są zabiegi poprawiające wygląd twarzy (głównie odmładzające), ale i wyszczuplanie, szczególnie za pomocą urządzeń, ma rosnące grono zwolenniczek. Chociaż najczęściej pierwszym etapem odchudzania jest dieta i aktywność fizyczna, dopiero po skonfrontowaniu się z własnym brakiem wytrwałości lub brakiem efektów starań zaczynamy interesować się ofertą salonów urody.

Świadoma tego pospolitego wiosennego ruszenia z uwagą przyglądałam się współplażowiczkom. Te mniej odważne kryją się za parawanami, ale reszta zachowuje się zupełnie normalnie – spaceruje w skąpym stroju, kąpie się, gra w piłkę. Zastanowiłam się, jak to jest z tą naszą samooceną. Niby przeżywamy boleśnie własną niedoskonałość cielesną, ślubujemy ani skrawka ciała nie narazić na cudze spojrzenie, jeśli nie będzie zbliżać się do ideału 90-60-90, a latem i tak te deklaracje biorą w łeb.

Leżąc na plaży, myślę sobie, że tutaj wyraźniej uwidacznia się te 70% zadowolenia z wyglądu. I trudno się temu dziwić – wypoczynek, świeże powietrze, spora dawka słońca dodają optymizmu i można zapomnieć o masochistycznym wypunktowywaniu własnych niedoskonałości. Przecież i tak wiadomo, że za rok pewnie kupimy bikini o rozmiar większe i będziemy się wygrzewać na plażach z uśmiechem na ustach, bo to o relaks chodzi, a nie o spełnianie wyśrubowanych norm.

Zdradzę jeszcze na koniec, że w byciu piękną to wcale nie obiektywne piękno jest najważniejsze – a szczegóły w kolejnym felietonie.

Dorota Bury
publikacje Cabines 71
do góry | powrót