Dobre relacje to PODSTAWA

powrót

Wywiad

Pani Bożena Jadach-Biłos jest kosmetyczką z 18-letnim stażem. Od 15 lat prowadzi w Opolu własne studio kosmetyczne – Nefretete. Jak sama przyznaje, głównym bodźcem do jego założenia była chęć stworzenia miejsca w pełni profesjonalnego, w którym klient nie będzie miał obaw i wątpliwości co do poziomu oferowanych usług. Z perspektywy czasu trzeba przyznać, że misja się powiodła. Nefretete to wyjątkowe miejsce, w którym klientki mogą liczyć nie tylko na profesjonalną obsługę, ale również dobrą, ciepłą atmosferę. Z panią Bożeną rozmawiamy o tym, co jest w pracy kosmetyczki ważne – o budowaniu zaufania w kontaktach z klientami i zespołem salonu, o tym, jak to się przekłada na codzienną pracę i prowadzenie biznesu.
Biotechnologia
Dobre relacje to PODSTAWABożena Jadach-Biłos

W powietrzu czuć już wiosnę – w salonie również? Ruch jest większy, ludzie przypominają sobie, że warto „coś” poprawić?

Bożena Jadach-Biłos - Tak, można powiedzieć, że wiosnę już czuć w naszym salonie. Chociaż objawia się ona nawet nie tyle zwiększonym ruchem, co zmianą zapotrzebowania na zabiegi. W tym momencie klientki powoli zaczynają walczyć z oznakami zimowego zmęczenia cery i przygotowywać skórę na cieplejsze miesiące. Największym wzięciem cieszą się zabiegi mezoterapii mikroigłowej Nanopen i złuszczania za pomocą kwasów. Mamy aktualnie bardzo atrakcyjną ofertę opartą na kwasach w silnych stężeniach – i to jest teraz najpopularniejszy rodzaj zabiegów pielęgnacyjnych w naszym salonie.

Ruch nie jest większy? Wydawałoby się, że wiosną rośnie zapotrzebowanie na zabiegi i więcej klientek odwiedza salony kosmetyczne.

B.J.-B. - To zależy od specyfiki salonu – są oczywiście takie punkty, gdzie frekwencja jest zależna od pory roku. U nas „obłożenie” jest na stałym poziomie właściwie przez cały rok. Znakomita większość pań korzystających z naszych usług to stałe klientki, odwiedzające nas regularnie. Wprawdzie terminy wizyt mamy rozpisane z wyprzedzeniem, jednak staramy się, aby klientki „w nagłej potrzebie” również szybko znalazły możliwość umówienia wizyty. Rodzaje wykonywanych zabiegów wyznaczane są w dużym stopniu przez pory roku. Nie wszystkie można wykonywać latem czy zimą, poza tym w zależności od pory roku potrzeby skóry są inne. Natomiast frekwencja jest stała.

Tego można tylko pogratulować. W jaki sposób buduje się taką pozycję?

B.J.-B. - Myślę, że przede wszystkim konsekwencją. Staramy się wykonywać swoją pracę jak najlepiej, nie oszczędzamy na jakości preparatów, dbamy o stałe podnoszenie własnych kompetencji – mam tu na myśli i siebie, i cały zespół salonu. Wreszcie bardzo ważne jest tak zwyczajnie ludzkie podejście, budowanie dobrych relacji z klientkami. Z jednej strony klientki wiedzą doskonale, że zabiegi, jakim się poddadzą, przyniosą spodziewane efekty i będą w pełni bezpieczne, z drugiej – wizyta w salonie to dla nich po prostu znakomity relaks, chwila odpoczynku. Nawet mimo tego, że zabiegi bywają niezbyt przyjemne – jak choćby wspomniane już peelingi kwasowe.

W jakim wieku – mniej więcej – jest statystyczna klientka Pani salonu?

B.J.-B. - To przedział między 30 a 50 lat, czyli tak jak w większości gabinetów. Mówiąc bardzo ogólnie – to wiek, kiedy pojawiają się pierwsze oznaki upływającego czasu i – z drugiej strony – kiedy jeszcze można wygrać z nim wyścig. Poza tym w tej grupie wiekowej jednak jest najwięcej pań z ustabilizowaną sytuacją finansową, co też pozwala na regularne wizyty i ponoszenie związanych z tym kosztów. Oczywiście zdarzają się i starsze, i młodsze klientki, najstarsza ma 76 lat i bardzo ceni sobie ten rytuał wizyt u nas. Młodsze z kolei to w wielu przypadkach córki pań, które odwiedzają nas od lat. Małe dziewczynki, które kilka – kilkanaście lat temu przychodziły do nas z mamami i czekały, aż te skończą wizytę, teraz wracają już jako nastolatki, młode kobiety – z charakterystycznymi dla tego wieku problemami i potrzebami. Można powiedzieć, że rośnie nam kolejne pokolenie klientek.

Cały czas mówi Pani o paniach, klientkach. A co z mężczyznami? Zdarzają się?

B.J.-B. - „Zdarzają się” to dobre określenie. To zdecydowanie mniejszość naszej klienteli, co nie znaczy, że ich nie ma. Wciąż jednak kosmetyka pozostaje domeną kobiecą. Spora część mężczyzn, którzy nas odwiedzają, to mężowie klientek, którzy z nimi przyjeżdżają i przy okazji umawiają się na jakiś drobny zabieg – często wybierany jest np. pedicure. Jednak jest również pan – również mąż stałej klientki – który odwiedza nas regularnie i poddaje się bardziej kompleksowej pielęgnacji niż małżonka. Mimo wszystko to raczej wyjątek potwierdzający regułę. Wiem, że są salony, gdzie odsetek mężczyzn wśród klientów jest większy. U nas dominują kobiety.

Proszę powiedzieć, jak ocenia Pani świadomość i wyedukowanie klientek, jeśli chodzi o zabiegi, jakim są poddawane, problemy, z którymi przychodzą? Jak to się zmieniało na przestrzeni lat?

B.J.-B. - Kiedy zaczynałam pracę w zawodzie, o świadomości czy wiedzy klientek nie było mowy. Najczęściej przychodziły i po prostu chciały żeby „coś” zrobić. W gruncie rzeczy chodziło głównie o masaże, relaks... I zawsze wychodziły zadowolone. Z czasem podejście klientek się zmieniało i w tym momencie można powiedzieć, że panie są w większości przypadków dobrze wyedukowane. Teraz jest tak duży dostęp do informacji na temat profesjonalnej kosmetyki, zabiegów itp., że właściwie tylko od konkretnej osoby zależy, czy zechce tę wiedzę zdobyć. Dla kobiet nowinki kosmetyczne to interesujące rzeczy. W tym procesie edukacji staramy się mieć też swój udział. Klientki podczas każdej wizyty są informowane o tym, jaka jest istota ich problemu, jak będzie przebiegał zabieg, jakie preparaty zostaną użyte i na czym polega ich działanie. Oczywiście, jeśli to jest któryś z kolei w serii zabiegów, nie powtarzamy się, ale jeśli sytuacja tego wymaga – przekazujemy wiedzę jak najbardziej kompleksowo, dokładnie.

więcej w Cabines nr 75

rozmawiał Michał Domański
Redakcja Cabines
publikacje Cabines 75
do góry | powrót